Jolanta
Moje poszukiwania czegoś nie nazwanego zaczęły się już w wyższych klasach podstawówki. Koleżanki rozmawiały o ciuchach, życie szkolne i rodzinne toczyło się swoim utartym trybem, ale to ciągle nie było to, czułam w tym pustkę. Chodziłam do kościoła i byłam święcie przekonana, że jest to jedyna prawdziwa wiara i religia. Ale nie mogłam sobie poradzić z tą pustką, ze strachu np. przed starością, nieraz też myślałam, co będzie po mojej śmierci, jak mocno będę musiała męczyć w czyśćcu i jak długo będzie to trwało. W moim "ziemskim" życiu chciałam uczyć się muzyki, ale nie mogłam zdać egzaminów do szkoły muzycznej, więc zdecydowałam - z braku laku - zostać przedszkolanką.
Jeszcze po ukończeniu Studium Nauczycielskiego ponownie zdawałam egzaminy do szkoły muzycznej - znowu kiepsko, i w tym momencie moje życie całkowicie się zawaliło. Od dzieciństwa miałam też problem zdrowotny: lekką wrodzoną wadę serca. Jeździłam na kontrolę do kliniki kardiologicznej, wykonywano mi m.in. specjalistyczne badania cewnikowanie serca. BÓG jednak był dla mnie dobry, bo byłam jednym z nielicznych przypadków, że można żyć z takim sercem bez operacji, chyba, że zaczęło by się coś z czasem pogarszać.
Innym cudem, którego doświadczyłam, było zdanie matury, po ludzku nie miałam na to szans. To były wielkie znaki, które dał mi BÓG, a ja coraz bardziej oddalałam się od NIEGO. Byłam już w takim stanie, że nie potrzebowałam GO, a moje sumienie już prawie nic mi nie wyrzucało, nie widziałam swoich grzechów.
Gdy po raz drugi nie zdałam egzaminów do szkoły muzycznej, pustka w moim życiu stała się nie do wytrzymania. W takim stanie zaczęłam przychodzić do salki pod kościołem na chrześcijańskie spotkania modlitewne. Uderzyła mnie inność tych ludzi, wiedziałam, że mają coś czego ja nie posiadam, a bardzo tego pragnęłam. Sama nie wiedziałam, dlaczego tam chodzę. Namówiono mnie na wakacyjny wyjazd z nimi. Tam do mojego serca wszedł JEZUS. Otworzyłam przed NIM swoje serce, choć jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy przyjąć GO.
Następnego dnia miałam wylanie DUCHA ŚWIĘTEGO. Od tamtego czasu zaczęłam znać JEZUSA, JEGO głos i JEGO wolę odnośnie mojego życia.
Po tamtych zdarzeniach zaczęłam się zastanawiać, czy chcę tego, żeby ON był moim PANEM. Po roku takich wahań znowu pojechałam na ten wyjazd i wtedy w pełni świadomie postanowiłam zostać uczniem JEZUSA. Oddałam MU swoja życie, obojętnie czego by zażądałby ode mnie. Pierwszą rzeczą, jaką musiałam złamać w sobie, był strach przed ludźmi: co oni sobie o mnie pomyślą? Nieraz musiałam stawiać czoło presji rodziny i mojego otoczenia. JEZUS zaczął sam uwalniać mnie z moich zniewoleń, nieraz bardzo osobistych, z którymi przedtem nie mogłam dać sobie rady. Otworzył mi też oczy na moje grzechy. Doświadczam niezwykłej głębi, jaką daje więź z NIM: dziś nie zmieniłabym jej na nic innego.
Nie wyobrażam sobie innego sposobu życia, jak chodzenie z nim cały czas. Jest obecny w mojej codzienności i moich snach. Poznaję GO i rozmawiam z NIM.
Dokonał też cudów w moim doczesnym życiu. Modliłam się aby znikła wada serca. Potem poddałam się badaniom lekarskim - i moje serce jest zdrowe! Po pewnym czasie mogłam powrócić do nauki muzyki: skończyłam jedną szkołę i mogłam zacząć drugą. Chciałam zmienić pracę, bo zawód przedszkolanki był w moim życiu pomyłką, i JEZUS umożliwił mi to: dostałam już drugi raz pracę jako muzyk, było to wielkim cudem i spełnieniem moich marzeń. Wierzę, że ta dziedzina mojego życia w końcu ułoży się ostatecznie. Mam pewność zbawienia i wiem, że na końcu mojego życia ON czeka na mnie z otwartymi ramionami.






